Swieżawski - może być, Filozofia owocem wolności. (2010)

„SWIEŻAWSKI – MOŻE BYĆ”

FILOZOFIA OWOCEM WOLNOŚCI

„Filozofia i wolność” (Księga poświęcona pamięci Profesora Wiesława Gromczyńskiego)

Łódź 2010, s. 287-301.

Z WDZIĘCZNĄ I ZOBOWIĄZUJĄCĄ PAMIĘCIĄ

- PROFESOROWI WIESŁAWOWI GROMCZYŃSKIEMU

Jedni łowią ryby. Inni, jak się mówi, zbierają znaczki. Ja postanowiłem zrobić doktorat z filozofii. Chciałem zając się humanizmem. Była to predylekcja, pasja, słabość? Nieważne. Był rok 2000. Już pracowałem zawodowo. Zdawać by się mogło przypadkowo trafiłem do prof. zw. dr hab. Wiesława Gromczyńskiego. Podczas pierwszego spotkania, gdy przedstawiłem przyszłemu promotorowi swoje plany naukowe, zapytał, kim konkretnie chciałbym się zająć. Wymieniłam: może Kołakowski, może Tischner, może Swieżawski. Profesor moje typy skomentował ad hoc. Kołakowski – nie, Tischner – teraz o nim piszą wszyscy (dopiero co zmarł), Swieżawski – może być. I tak zostało.

„Humanizm chrześcijański Stefana Swieżawskiego” – tytuł dysertacji (obronionej w lipcu 2006 r.) oraz jednocześnie tytuł późniejszej pozycji książkowej[1] pozostaje czytelnym efektem naszych naukowych spotkań. Najcenniejsze były jednak same dyskusje, w których Mistrz precyzował, wyjaśniał, naprowadzał, pytał, też słuchał, a czasem przyznawał rację. Uczeń w podziękowaniach końcowych mówił: Moja wdzięczność wobec Pana pozostanie na zawsze, a będzie o niej przypominał nadany mi stopień naukowy, któryśmy razem wypracowali…

Widując się przez kilka lat z Profesorem Gromczyńskim w Instytucie Filozofii UŁ oraz w osiedlowej bibliotece przy ulicy Chryzantem w Łodzi doświadczyłem, czym są niezłomne zasady, które ucieleśniał. Dużo pracy przede mną…

Byłem ostatnim doktorantem świętej pamięci Profesora Wiesława Gromczyńskiego.

*  *  *

Zadany temat: „Filozofia i wolność” pragnę odnieść nie do twórczości Profesora Wiesława Gromczyńskiego, tu nie jestem kompetentny - inni zrobią to lepiej. Chcę zaproponować przywołanie myśli Profesora Stefana Swieżawskiego[2]. Wolność, dla tego historyka filozofii i filozofa, była jedną z naczelnych wartości, także filozofowania. Jej zakwestionowanie równałoby się zakwestionowaniu sensu kultywowania filozofii w ogólne. Wiem. O wolności powiedziano wszystko, i co by nie mówić, będą to tylko truizmy. Pocieszam się jednak przekonaniem Empedoklesa, który powiadał, że „Co warto powiedzieć raz, to warto też powiedzieć i dwa razy”[3].

Już na wstępnie podkreślić także należy, że filozofia Swieżawskiego zawsze jakoś odnosiła się do tradycji chrześcijańskiej; przede wszystkim chrześcijaństwem była inspirowana. Opatrznościowo nie była to jednak religijność drapieżna, wojująca, przekonana o własnej nieomylności w sprawach wszelakich. Było to chrześcijaństwo po prostu przyjazne, poszukujące, chyba autentyczne.

Myśl chrześcijańska i historia filozofii w twórczości Swieżawskiego oddają sobie wzajemne usługi celem poszukiwania prawdy oraz najlepszych warunków dla realizacji godności człowieka. Warunkiem sine qua non owych poszukiwań jest klimat wolności intelektualnej.

Swieżawski swój sposób uprawiania filozofii kształtował początkowo pod wpływem lwowskiej szkoły filozoficznej, gdzie jego nauczycielami byli Kazimierz Twardowski i Kazimierz Ajdukiewicz. Stamtąd wyniósł przede wszystkim doskonały warsztat naukowy, precyzję języka, model pracy badawczej. Właściwymi jego mistrzami byli jednak wybitni ówcześni tomiści. Najpierw ci, którzy ukierunkowali go na św. Tomasza z Akwinu: Konstanty Michalski i Jacek Woroniecki, później najwybitniejsi tomiści francuscy: Étienne Gilson i Jacques Maritain, dzięki którym wypracował własny spójny program filozofii realistycznej pozostający w nurcie philosophia perennis.

Swieżawski w swojej twórczości jednoznacznie postuluje konieczność powrotu na grunt uniwersalistycznie i maksymalistycznie pojmowanej filozofii. Tylko tak pojmowana filozofia może stanąć wobec fundamentalnych zagadnień takich jak: Bóg, wieczność, człowiek, prawda, wolność i jednocześnie może stać się podstawą określonego światopoglądu. Bo przecież sposób filozofowania (wybór rodzaju filozofii) ściśle związany jest z wyborem moralnej postawy życiowej. Swieżawski zdecydowanie przeciwstawia się jednak wszelkim przejawom ideologizacji czy konfesjonalizacji filozofii, domaga się poszanowania jej autonomii nie tylko w odniesieniu do nauk szczegółowych, ale także wobec wiary. Broni wartości absolutnych i bezwarunkowych, przy zachowaniu wolności podmiotu i jego autonomii, harmonijnie godząc ze sobą takie wartości jak prawda i pluralizm. W tak uprawianej filozofii szczególnie ważne miejsce zajmuje jej historia, a w niej, według Swieżawskiego, dzieło Akwinaty.

Wolność a łączność filozofii z jej historią

Swieżawski historię filozofii postrzegał nie tylko jako historię pism, ale jako będącą w ciągłym rozwoju żywą myśl. W tym rozumieniu historii był kontynuatorem swego mistrza – Gilsona. To Gilson dzięki wybitnej znajomości dziejów myśli filozoficznej, mógł dostrzec prawdziwościowy, klasyczny, ciąg filozoficznej interpretacji rzeczywistości świata i ludzi, co podkreśla o. Mieczysław Albert Krąpiec[4]. Karol Tarnowski zwraca z kolei uwagę, że entuzjazm Swieżawskiego wynikający z faktu obcowania z historią filozofii obwarowany był dwoma przekonaniami. Po pierwsze, że każdy ludzki rzetelny wysiłek jest wartościowy. Po wtóre, wskazuje na wiarę w wartość ciągłości kultury. Dostrzega tu pewien kierunek i sens. Podkreśla, że zarówno zaniedbania i błędy, jak genialne intuicje owocują po wiekach niemożliwymi do wymazania konsekwencjami[5].

Perspektywa historyczna filozofii, stanowiąc rzeczywistość jednocześnie bogatą i tajemniczą, stwarza nieograniczoną wręcz możliwość jej ujmowania. Świadomy tego Swieżawski z uznaniem odnosi się do głoszonej przez Władysława Tatarkiewicza zasady interwencjonizmu w uprawianiu historii filozofii, którą odnosi zarówno do mnogości aspektów przedstawiania przedmiotu historii filozofii, jak i względem różnorodności koncepcji filozoficznej historiografii[6]. Tatarkiewicz wyjaśniał: „Historycy są jak studenci w akademii, którzy malują z modela: każdy siedząc w innym miejscu, widzi go inaczej, niemniej każdy może go odmalować wiernie. A różne punkty widzenia uzupełniają się i korygują wzajem. Z interwencjonizmu nie wynika, by historia musiała być subiektywna: wynika natomiast, że musi, jak zresztą każda nauka, być wysiłkiem zbiorowym, że tylko stopniowo zbliżać się może do celu, że interwencja interwencję uzupełnia”[7]. Swieżawski jest zwolennikiem łączenia w historiografii filozoficznej historii filozofów z historią problemów filozoficznych. „Właściwy nerw dziejów filozoficznych przebiega poprzez spięcie, zarówno między konkretnym człowiekiem a wymykającym się spod zasięgu uwarunkowań czasowo-przestrzennych pytaniem filozoficznym, jak i między tym, co w filozofii nowe, co zjawia się po raz pierwszy, i tym, co nieprzemijające, wieczne, klasyczne”[8]. Z punktu widzenia potrzeb filozofii, jako głębszą i o wiele wartościowszą wskazuje jednak historię ujmowaną od strony problemów filozoficznych.

Swieżawski wielokrotnie podkreślał, że każdy, kto pozostaje w kręgu filozofii powinien znać jej historię. Niestosownością, obniżającą poziom naukowych badań, jest ograniczanie się tylko do wybranych epok. „Wszystko jest ważne, ponieważ w metafizyce lub antropologii filozoficznej prawdy, do których się dochodzi, są pozaczasowe. To, co mówił Platon lub Leibniz, to, co prawdziwe jest w nauczaniu nam współczesnych z zakresu tych dziedzin – pozostanie na zawsze prawdziwe”[9]. W ogóle zaś nie do pomyślenia jest dla Swieżawskiego ahistoryczne uprawianie filozofii. Jest przekonany, że historia filozofii ma ważne zadanie do spełnienia wobec samej filozofii. Jest ona bowiem, jak podkreślał, „Z punktu widzenia realizmu, właściwym polem doświadczalnym i najlepszym warsztatem dla refleksji filozoficznej[10]. Stąd za słuszne uzna adagium: historia philosophiae magistra philosophiae[11].

Jako zaś na typowe postawy ahistoryczne, czy wręcz antyhistoryczne w filozofii, Swieżawski wskazuje m.in.: stanowisko Kartezjusza świadomie odrzucającego wszystko, co myśleli inni w kwestiach zasadniczych dla filozofii; fenomenologię, której przeszkadza zajmowanie się cudzymi doświadczeniami filozoficznymi i egzystencjalizm, gdzie przekleństwem jest odwracanie się wstecz, także w refleksji filozoficznej[12]. Tylko w filozofiach typu realistycznego, według Swieżawskiego, traktowany jest związek filozofii z jej historią jako nieodzowny dla wszelkiej filozofii, zajmującej się światem niezależnie od nas istniejącej rzeczywistości. I tylko realizm filozoficzny jest z istoty swojej i programowo historyczny. W formacji filozoficznej nieodzowne jest zatem odwoływanie się do dorobku myślicieli z przeszłości, czerpanie z niego. Łączność filozofii z jej historią, przy uwzględnieniu wielorakich ograniczeń życia ludzkiego, pozwala nie tylko uniknąć powielania przemyśleń z ogromnej problematyki filozoficznej, ale ustrzega również przed popełnianymi często błędami[13]. „Dzięki historii nasz warsztat osobisty zwielokrotnia się o całe wieki narastającego wysiłku twórczego tysięcy ludzi parających się tą dziedziną, niezmiernie wprost poszerzając nasze własne laboratorium refleksji filozoficznej”[14].

Historyk filozofii powinien również cechować się jasną koncepcją filozofii jako wiedzy, by potrafił rozstrzygnąć czy badane teksty są filozoficzne i jakiej dyscypliny są wyrazem. Od tego też zależy hierarchia ważności poszczególnych dyscyplin filozoficznych, a w konsekwencji proponowany przez historyka filozofii obraz filozofii i jej dziejów. W tym sensie Swieżawski powie, że historyk filozofii musi być sam filozofem[15]. Ważna jest jednak świadomość wzajemnej odrębności terenów: historyczno-filozoficznego i stricte filozoficznego. „Na wszystkich etapach badawczych, a zwłaszcza przy ocenianiu faktów historyczno-filozoficznych postrzeganie odrębności tych dwóch płaszczyzn jest sprawą pierwszorzędnej wagi”[16]. Owo rozgraniczanie wypowiedzi filozoficznych i historyczno-filozoficznych domaga się i jednocześnie gwarantuje realną i twórczą wymianę usług obu tych dziedzin[17].

Swieżawski wskazuje również na doniosłą rolę, jaką historia filozofii odgrywa dla religii. Stoi on na stanowisku, że każdy człowiek religijny powinien pogłębiać swoją wiedzę o Bogu, a każda teologia potrzebuje wsparcia ze strony filozofii. By lepiej pojąć prawdy Boże, potrzebna jest ogólna mądrość historyczna (m.in. z zakresu kultury, społeczeństwa, dziejów Kościoła, teologii, itp.), z której nie można wyłączać historii filozofii. Pogłębianie wiedzy o Bogu domaga się korzystania z historii filozofii choćby pośrednio, przez filozofię, dla której przecież jej historia jest niezbywalnym narzędziem[18]. Jest także sprawą wielkiej wagi, na jakiej filozofii teologowie opierają swe dociekania oraz do jakiej filozofii odwołują się ludzie wierzący. Nie należy oczywiście nigdy kwestionować pluralizmu w filozofii i teologii, ale na pewno „Każdy wybór winien być świadomy i wynikać z nabytej wiedzy historyczno-filozoficznej i metodologicznej. Zgubny tu zawsze jest eklektyzm powierzchowny i dyletancki”[19].

U podstaw uprawiania każdej historiografii ma leżeć służba prawdzie, rozumianej jako zgodność hipotez historyka z zespołem badanych faktów. Historia nie ma i nie powinna mieć żadnych celów ubocznych poza prawdą, do której dochodzić się będzie jedynie w prawdziwej wolności intelektualnej. Swieżawski nie przyjmuje żadnych kompromisów z fałszem. Stoi na stanowisku, że nawet najgorsza prawda lepiej będzie wzbogacać i umacniać filozofię oraz pogłębiać formację humanistyczną niż fałsz pozornie najlepiej służący innym niż prawda celom[20]. Przestrzega zatem przed łatwym ześlizgiwaniem się z płaszczyzny filozoficzno-prawdziwościowej na grunt ideologiczny.

Historyczna myśl filozoficzna, poza elementem wzbogacającym wiedzę, uczy samodzielnego myślenia, prowadzi do mądrości[21]. Wdrażanie człowieka w prawdziwy humanizm, opierający się bezmyślności i wszelkiemu spłycaniu, ma znamiona autentycznego rozwoju kultury. Historiografia (także filozoficzna) poprzez pobudzanie do krytycznej refleksji jawi się jako decydujący czynnik, stanowiący o losach tego rozwoju[22]. „Jest rzeczą bardzo istotną móc się odnaleźć w konkretnej sytuacji czasowo-przestrzennej, zrozumieć wymogi chwili, próbować odczytywać znaki czasu, wnikać w sens ewolucji i przemian, jakie się dokonują, a przy tym nie tylko nie ulec katastrofizmowi i duchowej negacji, nie przerażać się fermentami kryzysu, lecz twórczo i pozytywnie nastawiać się na teraźniejszość i przyszłość. Zdobycie takiej postawy jest niemożliwe dla dzisiejszego człowieka bez pogłębionej znajomości historii”[23].

Wolność a prawda i pluralizm w filozofii

Prawda i pluralizm stanowią ośrodek filozoficznego, czy w ogóle światopoglądowego, credo Swieżawskiego. Zastanawiać jednak może niezwykła konstelacja pojęć, na pierwszy rzut oka wzajemnie się wykluczających. Bo jak można pogodzić prawdę z wielością niezależnych od siebie elementów, czynników, zasad, które implikuje pluralizm: zarówno w jakiejś dziedzinie rzeczywistości, jak i w jakiejś dziedzinie poznania. Doprecyzowania również wymagać będzie przekonanie, w myśl którego prawda jawić się będzie w pismach Swieżawskiego jako cel filozoficznych poszukiwań, wyłaniając się z mnogości poznawczych dróg do niej prowadzących. Przekonanie to bowiem może pozostawiać wrażenie zakwestionowania wolności w nauce na rzecz metodologicznego determinizmu, który zawsze prowadzić będzie do jednej prawdy. A może prawd jest tyle, ilu filozofów, tyle, ilu jest ludzi? Poznanie odpowiedzi na te pytania domaga się najpierw dokładniejszego wyjaśnienia, czym dla Swieżawskiego jest prawda, a dopiero później, jak, w odniesieniu do niej, postrzega pluralizm?

Teorię o wielości prawd Swieżawski rozwiewa od razu i stanowczo: nie ma tylu prawd, ile umysłów. Jest jedna prawda. Ta prawda jedna jest też prawdą osobową i najwyższą – jest Bogiem. Jest jedyną powagą, przed którą, o czym jest przekonany Swieżawski, myśl ludzka z natury swej ugiąć się musi. Majestat tej prawdy objawia się jednak częściowo i w drobnych śladach[24]. Poza tym wyłania się problem osób niewierzących. Swieżawski i z tym problemem sobie radzi. Odwołuje się do obiektywnego prawa naturalnego, które nie tylko jest wcześniejsze od wytycznych Ewangelii, ale przede wszystkim rozgranicza porządek naturalny i nadprzyrodzony porządek łaski. Podkreśla, że każdy człowiek jest z natury zdolny do przyrodzonego poznania Boga, a więc niezależnie od wiary i Objawienia. Ma również wpisane w sumieniu podstawowe zasady prawa naturalnego. Są to sfery naturalnej mądrości filozoficznej i akonfesyjnej moralności[25].

Głoszenie teorii jednej prawdy dla Swieżawskiego nie jest sprzeczne z wyznawaniem zasady pluralizmu, która otwiera nas na prawdziwy świat wolności. Jedność wiary i celu nie tylko nie wyklucza, ale wprost zakłada pluralizm dróg do tego celu wiodących. Dlatego Swieżawski zawsze z uznaniem mówi o wielości proponowanych koncepcji. Zachęca do licznych tego typu inicjatyw, do decentralizacji, dialogu i pluralizmu. Z Ewangelii, podkreśla, wcale nie wynikają jednoznaczne i mające prawo do wyłączności wzorce filozofii, teologii, systemu społeczno-gospodarczego, ustroju. Niezmienne słowo Boże może być odczytywane różnorako, wciąż na nowo. Każde pokolenie, ba, każdy człowiek ma swą miarę. Różnorodność postaw poznawczych w porządku przyrodzonym w niczym nie uwłacza jedności treści zawartych w Ewangelii. Dotyczy to wielości filozofii, wielości teologii, jak również mnogości modeli, tendencji i programów w sferze realizacji praktycznych. Najgroźniejszy w tym kontekście wydaje się stan obojętności i otępienia na sprawy najważniejsze. Co ciekawe, Swieżawski dostrzega pozytywne aspekty takich zjawisk jak herezje czy mnogość konfliktów wynikających z różnicy zdań, z własnych przemyśleń i wolnych wyborów[26]. Wszystko to, według niego, jest przejawem postawy realistycznej, bo cała rzeczywistość, w której żyjemy, nacechowana jest właśnie różnorodnością i błędem byłoby tę różnorodność niwelować, i jej się przeciwstawiać. Dla Swieżawskiego jest wręcz jedyną naprawdę godną człowieka drogą do jedności, a najdoskonalsza, Boska jedność nie jest tej różnorodności przekreśleniem, lecz wypełnieniem i scaleniem[27].

Pluralizm, jako istotny składnik każdej demokracji, pojmowany jako jedność różnorodności jest zagrożony dwoma podstawowymi błędami. Z jednej strony jest to uniformizm, z drugiej chaotyczne rozproszenie. To drugie niebezpieczeństwo Swieżawski nazywa wręcz przekleństwem nowoczesnej <wieży Babel>. Jego ostrze uwidacznia się w braku solidnej bazy duchowej, którą musiałby uznać każdy człowiek jednostkowy i każda społeczność, niezależnie od swoistości kultury, rasy lub wyznania. Tymczasem zanikają wszelkie więzy społeczne między ludźmi. Sporo do zaoferowania w urzeczywistnieniu wyczekiwanej, prawdziwej jedności w różnorodności (unitas in varietate) ma chrześcijańska tradycja europejska ze swoją metafizyką i prawem naturalnym. One to, w sferze kontemplacji i mądrości oraz w zakresie postępowania i twórczości, tworzą kanwę, na której opiera się złożona budowa kultury w całym bogactwie jej różnorodności. Odrzucenie tak rozumianej platformy porozumienia, gwarantującej wzajemne przerzucanie mostów, może okazać się jednoznaczne z odrzuceniem fundamentu, bez którego kulturę budujemy na piasku[28].

Także działania mające na celu uniformistyczną jedność linii uniemożliwiają zjednoczenie w różnorodności. Uniformistyczne tendencje ze swojej natury bowiem dążą do naginania rzeczywistości siłą i do poddawania jej z góry określonej jednotorowości, co jest typowe dla każdej odmiany totalizmu. Różnorodność nie kwestionuje istnienia jednej prawdy, co czyni, w ostatecznym rozrachunku, uniformizm. Jego błąd polega na tym, że „Z niewątpliwego faktu jedności objawionej prawdy wyciąga się zupełnie niewłaściwe wnioski, zapominając o tym, że całe nasze poznanie zawsze i z konieczności jest aspektowe […], że dopiero w Ojczyźnie zdolni będziemy do przekroczenia ograniczeń naszego aspektowego zwierciadła i poznamy Prawdę w całym jej bogactwie. Świadoma wiara wymaga olbrzymich zapasów realizmu i świętości”[29]. Proces dogłębnego wzbogacania wiary, przez zrozumienie i świadome decyzje, jest mozolny i wymaga atmosfery wolności i odpowiedzialności. Niezbędna w tym procesie, jak zauważa Swieżawski, jest wielość dróg, wielość prób, wielość modeli. Zabiegi te pozornie skierowane są przeciw jedności. W rzeczywistości skierowane są przeciw uniformizmowi. „Prawdziwą jedność osiąga się jednak tylko i wyłącznie przez rozblask mnogości i różnorodności, roztaczających swe bogactwo jedynie w klimacie wolności, szczerości i wzajemnego zaufania. Uniformizm uśmierca prawdziwą i głęboką jedność”[30].

Uprawę intelektu Swieżawski rozpatruje zatem w kategoriach naczelnego zadania, wyłaniającego się przed każdym człowiekiem ze względu na prawdę, którą ma posiąść, oraz ze względu na światopogląd, który ma budować na prawdzie realnej, obiektywnej i uniwersalnej. Zakres wolności uwarunkowany jest, zdaniem Swieżawskiego, zakresem poznania intelektualnego. Jeśli to poznanie jest pełniejsze, a wola za tym poznaniem podąża, to tym bardziej jest wolna. Chodzi więc o przemieszczanie woli w kierunku poddania się intelektowi, przy jednoczesnym oddalaniu się od ślepego ulegania uczuciom. Wolność więc to wychowanie woli w jej zharmonizowaniu z intelektem, który niekoniecznie świadczy o wielkiej erudycji, ale jest źródłem mądrości[31].Gdyby człowiek zatrzymywał się już na etapie uczuciowości, nie byłoby wtedy mowy o wolnych decyzjach woli, nie byłoby w człowieku sfery wolności (podobnie jak u zwierząt, zdeterminowanych przez ślepe tendencje uczuciowości, gdzie życie kończy się na granicy zmysłów). Stąd Swieżawski powie: „Intelekt stanowi tę część naszej natury, poprzez którą wyraża się godność człowieka, i w której najwyraźniej przejawia się właściwa treść naszego powołania”[32]. Treścią zaś owego powołania jest Prawda. Cała aktywność intelektualna powinna więc być mobilizowana przez pragnienie poznania jednej prawdy, która w świetle wiary współgra harmonijnie z wszystkimi innymi odkrywanymi aspektami rzeczywistości[33].

Prawdziwość, zdaniem Swieżawskiego, jest pokarmem intelektu. Zatem fundamentalnym zadaniem tej części naszej natury, jaką stanowi intelekt, jest poznawanie prawdy: najpierw na płaszczyźnie przyrodzonej, później nadprzyrodzonej. Naturalne poznanie bowiem stanowiąc ważny krok, ale nie wyczerpujący, musi być otwarte na poznanie inne, które będzie opierać się na wierze – i dopiero wtedy będzie prowadzić nasz intelekt do szczytów dostępnych człowiekowi: do kontemplacji mistycznej będącej zadatkiem widzenia Boga <twarzą w twarz>, do poznania pełnej prawdy[34].

Wolność a duch filozofii św. Tomasza z Akwinu

Opowiedzenie się za jedną prawdą oraz niezbywalnymi wartościami nie tylko nie wyklucza, ale wręcz zakłada dialog – to tutaj Tarnowski dopatruje się mądrości wytrawnego historyka filozofii. Otwarcie się na innych nie może iść w parze z chęcią dominacji. Swieżawski domaga się rezygnacji z wszelkiego władztwa, klerykalizmu, nacjonalizmu, czy psychologii oblężonej twierdzy. W uprawianej filozofii stara się poszukiwać tego, co wspólne wszystkim ludziom. I nie chodzi tutaj o przekreślanie, czy niedostrzeganie różnic, ale o umożliwienie komunikacji. Dopiero taka postawa wydaje się Swieżawskiemu słuszna i godna filozofa[35].

Swieżawski, reprezentując określony pogląd na świat, spotyka się z uwagą, że jako historyk filozofii narażony jest na bycie nieobiektywnym. Ale przecież nie można żadnemu historykowi filozofii odmówić prawa do własnych poglądów filozoficznych. Owe preferencje nie dewaluują historyczno-filozoficznych badań, a przynajmniej nie powinny. Z całą pewnością takiego ryzyka nie ma w przypadku Swieżawskiego, który „Z wielkim obiektywizmem bada swój przedmiot, nie ograniczając się do jednej epoki i do swoich myślicieli”[36]. Sam zresztą zaznacza, że badając każdą filozofię trzeba chcieć ją zrozumieć, wnikając w jej istotne motywy i w jej głęboki mechanizm[37]. „Nawet twórczość filozoficzną, do której żywi niechęć, winien odtworzyć z maksymalną dla niej sympatią. W dobrym wykładzie historii filozofii każdy omawiany pogląd powinien być przedstawiony z tak daleko posuniętą, pełną sympatii bezstronnością, że słuchacz ma odnieść wrażenie, iż wykładowca jest zwolennikiem tych właśnie filozofii, które aktualnie omawia”[38]. Granicznym, ale jedynym ryzykiem takiej metody, w prezentacji niektórych filozofii, może być zatem wrażenie, że prezentującemu je badaczowi są one nie tylko bliskie, ale że jest wręcz ich zwolennikiem. Nie może być natomiast mowy o braku obiektywizmu[39].

Kolejnym istotnym problemem w kontekście wolności intelektualnej filozofii jest następstwo czasowe w pojawianiu się filozofii. Realne oddziaływanie Gilsona poprzez jego twórczość pisarską uświadomiło Swieżawskiemu nieostrość granic w konwencjonalnie przyjmowanych granicach między poszczególnymi okresami dziejów. Podobnie jak Maritain, przeciwstawiając się radykalnemu kultowi nowoczesności i postępu w doskonaleniu ludzkiej myśli, kwestionuje heglowski panlogizm, a zatem przekonanie, że poglądy chronologicznie późniejsze muszą być doskonalsze od wcześniejszych. Pisze: „Hegel w historii myśli jest późniejszy od Arystotelesa i Tomasza, nie wynika stąd jednak, by był od nich prawdziwszy i lepszy”[40]. Swieżawski analizę porównawczą, dotyczącą idealistycznej koncepcji dziejów w filozofii Hegla i realistycznej koncepcji Gilsona, rozpatruje w kontekście pytania o konieczność i wolność w dziejach. „Gilson twierdzi, pisze Swieżawski, że nie ma żadnej konieczności w sensie ogólnych i powszechnych praw rządzących rozwojem historycznych filozofii; jest tylko stałość natury ludzkiej, w szczególności ludzkiego intelektu oraz wolność jako niezmienny element tej natury. Dzięki tej wolności podstawowe wybory punktów wyjścia, pryncypiów filozofowania, wybór pierwszych tez poszczególnych filozofii jest zupełnie dowolny. To nie tak jak u Hegla, zdaniem którego jedna filozofia musi następować po drugiej. U Gilsona następstwo historyczne poszczególnych filozofii nie jest w żadnej mierze konieczne; panuje tu zupełna dowolność i niemożliwość jakiegokolwiek przewidywania”[41]. W pismach Gilsona dostatecznie wyraźne argumenty broniące prezentowanego stanowiska możemy napotkać w porównaniach przedstawicieli myśli średniowiecznej i renesansowej. Niejednokrotnie wskazuje on na wyższość przejawów autentycznego humanizmu łacińskiego średniowiecza w stosunku do myśli odrodzeniowej, stwierdzając np., że tak zwany contemptus mundi (pogarda świata) bywał u niektórych autorów typowo renesansowych znacznie radykalniejszy niż u przedstawicieli najautentyczniejszej scholastyki średniowiecznej[42].

Filozofię w pełnym tego słowa znaczeniu, czyli realistyczną metafizykę bytu, Swieżawski konfrontuje z obserwowanym od renesansu ogromnym rozwojem nauk szczegółowych wyzwolonych spod supremacji filozofii. Tak rozumiana wolność nauk szczegółowych doprowadziła do niebywałego komfortu materialnego oraz postępu, którego strasznym obliczem jest bomba atomowa. Ryzykuje nawet stwierdzenie, że zarówno pierwszy, jak i drugi owoc scjentyzmu na swój sposób zabija człowieka. Tak rozbitego człowieka ożywić miałby prąd filozoficzny, który ukazałby sens istnienia człowieka i umożliwił zrozumienie jego natury. Swoistego lekarstwa Swieżawski upatruje w realistycznej filozofii Tomasza z Akwinu: w wyznaczeniu centralnej roli metafizyce, najwyższej przyrodzonej mądrości i antropologii filozoficznej, wyzwalającej człowieka spod tyranii techniki i jednowymiarowości postępu, dystansującej się od skrajnego spirytualizmu i materializmu, oraz w dziedzinie teologii naturalnej, uznającej istnienie Boga, a więc dającej sposobność szukania obiektywnie pewnej aksjologicznie-eschatologicznej orientacji, zdolnej do wyprowadzenia z chaosu. W tym miejscu wartości wieczne tomizmu mogą spełniać określone zadania o dużym znaczeniu dla chwili obecnej[43].

Powyżej przytoczone postulaty Tomasza, przywołane przez Swieżawskiego, są wyrazem przyjęcia określonej hierarchii wartości, gwarantującej powrót do istniejącego w świecie obiektywnego ładu. Wielu jest zdania, zauważa Swieżawski, że ustanowienia właściwej hierarchii wartości może dokonać tylko religia bez filozofii. Przepaść między wiarą i wiedzą potęguje się na gruncie fideizmu, w którego teoriach dostrzegalne jest pewne niebezpieczeństwo, szczególnie w haśle credo quia absurdum – wierzę w daną prawdę, gdyż dla mego rozumu przedstawia się ona jako absurd. Swieżawski nie mogąc się zgodzić z poglądem, wedle którego filozofia nie przedstawia żadnej wartości dla wiary, apeluje o przywrócenie pełni treści tradycyjnemu programowi myśli chrześcijańskiej, wyrażającemu się w sformułowaniu: fides quaerens intellectum – wiara domaga się intelektu. Trzeba bowiem bardzo głębokiego i intensywnego życia umysłowego i wysiłku myśli, aby jasno poznać sens świata i naturę człowieka oraz jego rolę w tym świecie. Nieznana przedtem metafizyczna głębia wiedzy o Bogu i teorii człowieka występuje w całej swojej okazałości u Tomasza z Akwinu[44].

Swieżawski nie taił, że uważa metafizykę św. Tomasza za szczytowe osiągnięcie filozofii. Podobnie zresztą jak Gilson, który „Z równym zapałem prezentował Augustyna, Bonawenturę, Rogera Bacona, Dunsa Szkota czy Tomasza. Miał bowiem wielką umiejętność pokazania tego pluralizmu, co zupełnie nie wykluczało, że jego wybór padł na Tomasza”[45]. Wskazanie przez historyka filozofii własnej opcji przy okazji prezentowania faktów historycznych i ich interpretowania było dla Swieżawskiego, jak to ujmują jego komentatorzy, niezbędnym wymogiem uczciwości intelektualnej historyka[46].

Dla Swieżawskiego w filozofii oczywiście najważniejsza jest prawda, dlatego podkreśla, że „Nie ma już powodów, by naśladować św. Tomasza bardziej niż jakiegokolwiek innego filozofa, który dojrzał jakąś prawdę”[47]. To przekonanie jest typowe dla Swieżawskiego, który wskazuje na wolność w uprawianiu filozofii jako na podstawowy czynnik generujący jej autentyczny rozwój. Nie można więc mówić o wolności w filozofii, jeśli ona jest odgórnie narzucana jako ta najwłaściwsza, gdy czyni się z niej ideologię, jak to miało miejsce chociażby w przypadku właśnie tomizmu[48]. „Wszelka wiedza i wszelka mądrość musi być zawsze owocem wolności”[49]. W podobnym duchu wypowiada się, cytowany przez Swieżawskiego, Maritain: „W filozofii nie powinno się być ani augustynistą, ani tomistą, ani kantystą, ani heglistą… lecz filozofem. Jednakże, jak zaznacza Swieżawski, skoro filozofia jest kontemplacją bytu, skoro byt jest tym co istnieje, skoro wizja bytu u świętego Tomasza jest właśnie egzystencjalna, to w takim razie trzeba być tomistą, aby być filozofem”[50].

Swieżawski próbując doprecyzować stwierdzenie, że trzeba być tomistą, przestrzega przed wpadaniem w kult mistrza. Nie chodzi tu również o studiowanie Tomasza tylko z historycznego punktu widzenia – trzeba również śledzić współczesne ewolucje tomizmu. „Do spuścizny philosophiae perennis nie należą bowiem pisma Tomasza, ale ich duch. Tym co naprawdę ważne, nie jest osoba świętego Tomasza i wierność literze jego pism, lecz wierność typowi filozofii, który on reprezentuje”[51].

Często propaguje się opinie ukazujące tomizm jako rodzaj myślenia, który wyobcowuje człowieka z codziennego życia: kontempluje, zachwyca się, rozważa, ale daleko jest od nędzy ludzkiej. Na te opinie powołuje się również Swieżawski – wykazuje jednak ich niezasadność. Jego riposta zdaje się nie wymagać żadnego komentarza: „Najlepszą odpowiedzią na zarzut wyobcowania są ludzie, którzy zostali uformowani przez filozofię, teologię i mistykę obiektywistyczną, Tomaszową. Przecież Władysław Korniłowicz, Jacques Maritain, René Voillaume – to wszystko ludzie w taki sposób ukształtowani. I czyż nie jest straszliwą krzywdą powiedzieć o nich, że są nieczuli na biedy świata? Odpowiedzią Korniłowicza na taki zarzut było, że wybrał pracę właśnie w Laskach, a nie gdzie indziej. Zresztą filozofia nie jest przeznaczona do tego, żeby się zajmowała bezpośrednio sprawami, które stanowią kłębowisko ludzkich nieszczęść, ale ma tak uformować człowieka, ażeby był wrażliwy na całą rzeczywistość. Zarzut nieczułości na biedy świata odnosi się do jakiejś bardzo głębokiej deformacji tomizmu, a nie do pełnej i autentycznej myśli Tomasza”[52]. Odradzający się tomizm, uprawiany w duchu nauki Tomasza z Akwinu, nie dystansuje się zatem od człowieka, od znajomości deptanej i poniewieranej dziś natury ludzkiej, ale zmierza ku najgłębszym potrzebom człowieka i w tym właśnie cała jego wielkość, cała wartość dla chwili obecnej i dla wszystkich czasów[53].

*  *  *

Jednym z przejawów poszanowania godności człowieka jest uznanie jego prawa do wolności. Klimatu intelektualnej wolności domaga się autentyczna filozofia. O taką filozofię zabiegał Stefan Swieżawski i takiej filozofii (i jej historii) się poświęcił. Ważne jest jednak, aby filozof (historyk filozofii) cechował się dystansem do własnych dzieł. Konieczna jest świadomość, że propozycje objaśniania świata i wyjaśnienia badanych tekstów filozoficznych zostaną kiedyś zastąpione przez lepsze. Należy wręcz doszukiwać się tutaj satysfakcji z faktu, że uczniowie (następcy) w sposób bardziej wnikliwy przedstawią wyjaśnienia harmonizujące z całością badanej rzeczywistości. Swieżawski zatem filozofii nie apoteozuje, nie przypisuje jej nadfilozoficznych właściwości, stąd też powie: „Niekiedy szczytowym przejawem prawdziwego uczonego jest nagłe uświadomienie sobie znikomości własnych ogromnych trudów intelektualnych – jak u św. Tomasza z Akwinu, który u kresu swej ziemskiej wędrówki i w oczekiwaniu pełni rzeczywistości porównał całe dzieło swego życia do garści słomy”[54].



[1] K. Kamiński, Humanizm chrześcijański Stefana Swieżawskiego, Łask 2007 (www.leksem.pl).

[2] Stefan Swieżawski (1907-2004) – wybitny historyk filozofii średniowiecznej i największy w Polsce znawca pism św. Tomasza z Akwinu. Jeden ze świeckich audytorów Soboru Watykańskiego II, bliski przyjaciel Jana Pawła II. Studia ukończył we Lwowie. Współpracował m.in. z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim i Polską Akademią Nauk. Był jednym z duchowych ojców środowiska "Tygodnika Powszechnego" i "Znaku". Autor wielotomowej monografii Historia filozofii XV wieku.

[3] Cyt. za: W. Tatarkiewicz, Historia filozofii, t. 1, Warszawa 1993, s. 11.

[4] Por. M. A. Krąpiec, <Siatka metafizyczna> w studium historii filozofii, „Kwartalnik filozoficzny”, (XXV)1997, zesz. 1, ss. 63-64.

[5] Por. K. Tarnowski, Mistrz, „Kwartalnik filozoficzny”, (XXV)1997, zesz. 1, s. 97.

[6] Por. Ibidem.

[7] Cyt. za: M. Jaworski, Władysław Tatarkiewicz, Warszawa 1975, s. 49.

[8] S. Swieżawski, Władysław Tatarkiewicz jako historyk filozofii, [w:] Człowiek i tajemnica, Kraków 1978, s. 259.

[9] S. Swieżawski, Wolność w filozofii, z prof. S. Swieżawskim rozmawia J. Weksler-Waszkinel, „Kwartalnik filozoficzny”, (XXV)1997, zesz. 1, s. 16.

[10] S. Swieżawski, Władysław Tatarkiewicz jako…, op. cit., ss. 263-264.

[11] Por. S. Swieżawski, Etos historyka filozofii, [w:] Istnienie i tajemnica, Lublin 1993. s. 252.

[12] Wśród ahistorycznych koncepcji dziejów filozofii Swieżawski odnotowuje też tę reprezentowaną przez Hegla. Pisze: „Dla Hegla historyczny rozwój filozofii dokonuje się wedle tych samych etapów, które można wykryć w niehistorycznej, abstrahującej od jakiegokolwiek następstwa czasowego analizie idei, czyli w rozbiorze pojęć filozoficznych”. Swieżawski, Konieczność i wolność w dziejach, w: Człowiek i tajemnica, Kraków 1978, s. 29.

[13] Por. S. Swieżawski, Rola historii filozofii w formacji umysłowej, [w:] Człowiek…, op. cit., ss. 62-65; oraz S. Swieżawski, Zbieżność metafizyki realistycznej i historiografii, [w:] Człowiek…, op. cit., s. 61.

[14] Ibidem.

[15] Por. S. Swieżawski, Etos historyka…, op. cit., ss. 250-251.

[16] Ibidem, s. 255.

[17] Por. ibidem, s. 252.

[18] Por. ibidem, ss. 68-69.

[19] S. Swieżawski, O roli, jaką chrześcijaństwo wyznacza filozofii, [w:] Dobro i Tajemnica, Warszawa 1995, s. 41.

[20] Por. S. Swieżawski, Rola historii filozofii…, op. cit., s. 70.

[21] Swieżawski pisząc o uczonych historykach filozofii (filozofach) jako o strażnikach źródeł odpowiedzialnych za prawdę podkreśla: „Filozof jednak i historyk filozofii ponoszą tę odpowiedzialność w sposób szczególny, bo prawda przez nich zdobywana należy do sfery mądrości, a nie tylko wiedzy”. S. Swieżawski, Władysław Tatarkiewicz jako…, op. cit., s. 256.

[22] Por. ibidem, s. 265.

[23] S. Swieżawski, Rola historii filozofii…, op. cit., s. 69.

[24] Por. S. Swieżawski, Uprawa intelektu, [w:] Rozum i tajemnica, Kraków 1960, ss. 28.29.

[25] Por. S. Swieżawski, Jak uniknąć przekleństwa <wieży Babel>?, [w:] Dobro…, op. cit., s. 26.

[26] Swieżawski podkreśla, że wszędzie, a zwłaszcza w środowiskach studenckich, cały wysiłek wychowawczy powinien iść w kierunku, aby młodzi myśleli. Niech myślą nawet błędnie, aby tylko myśleli autentycznie. Cała pomoc winna iść w kierunku pogłębienia: duc in altum. Por. S. Swieżawski, Chrześcijanin dzisiejszych czasów według <Gaudium et spes>, [w:] Człowiek…, op. cit., s. 135.

[27] Por. S. Swieżawski, Jedność uniformizmu czy zjednoczenie w różnorodności, [w:] Człowiek…, ss. 85-89.

[28] Por. S. Swieżawski, Jak uniknąć przekleństwa…, op. cit., s. 24.

[29] S. Swieżawski, Jedność uniformizmu…, op. cit., ss. 88-89.

[30] Ibidem,  ss. 90-94.

[31] Por. S. Swieżawski, Święty Tomasz na nowo odczytany, Kraków 1983, ss. 196-197.

[32] S. Swieżawski, Uprawa intelektu…, op. cit., s. 27.

[33] Por. S. Swieżawski, Moja droga poszukiwania prawdy, [w:] Istnienie…, op. cit., s. 6.

[34] Por. ibidem. „Obiektywna prawda jest jedna, ale dróg prowadzących do niej wiele, gdyż z natury ludzkiej wynika aspektowość poznania filozoficznego. Stąd bierze się pluralizm filozofii, który historyk filozofii musi uznać za wyraz normalnie funkcjonującego ludzkiego poznania w zakresie problematyki filozoficznej”. S. Swieżawski, Etos historyka…, op. cit., s. 254.

[35] Por. K. Tarnowski, Mistrz…, op. cit., ss. 95-98.

[36] J. Turowicz, Intelektualista katolicki, „Kwartalnik filozoficzny”, (XXV)1997, zesz. 1, s. 100.

[37] Por. S. Swieżawski, Władysław Tatarkiewicz jako…, op. cit., s. 262.

[38] S. Swieżawski, Etos historyka…, op. cit., s. 265.

[39] Por. S. Swieżawski, Władysław Tatarkiewicz jako…, op. cit., s. 262.

[40] Cyt. za: S. Swieżawski, Alfabet duchowy, Kraków 2004, s. 55.

[41] S. Swieżawski, Konieczność i wolność…, op. cit., s. 30.

[42] Por. S. Swieżawski, Opoka mądrości, Pamięci Etienne Gilsona - jako wyraz czci i miłości, [w:] Przebłyski nadchodzącej epoki, Warszawa 1998, s. 60 nn.

[43] Por. S. Swieżawski, Wieczne i aktualne wartości tomizmu, [w:] Rozum…, op. cit., ss. 186-187.

[44] Por. ibidem, ss. 187-188.

[45] S. Swieżawski, Ustawiać żagle, z prof. S. Swieżawskim rozmawia A. Karoń-Ostrowska i Z. Nosowski, [w:] Święty Tomasz na nowo…, op. cit., s. 38.

[46] Por. S. Janeczek, Filozofia na KUL-u. Nurty, osoby, idee, Lublin 1999, ss. 11-12.

[47] S. Swieżawski, Filozofia w dobie Soboru, Warszawa 1995, s. 156.

[48] „U schyłku średniowiecza Christianitas […] obrała sobie tomizm za ideologię. Było to krzywdą dla św. Tomasza i tomizmu, że przestał być szukaniem prawdy i jej kontemplowaniem, tylko stawał się zespołem dyrektyw, mających rzekomo zapewnić posiadanie prawdy”. S. Swieżawski, Święty Tomasz na nowo…, op. cit., s. 56.

[49] S. Swieżawski, Człowiek…, op. cit., s. 75.

[50] S. Swieżawski, Filozofia w dobie…, op. cit., s. 156.

[51] Ibidem,  ss. 148 i 156.

[52] S. Swieżawski, Święty Tomasz na nowo…, op. cit., s. 58.

[53] Por. S. Swieżawski, Wieczne i aktualne…, op. cit., s. 192.

[54] S. Swieżawski, Etos historyka…, op. cit., ss. 255-256.